Z p. chorążym sandomierskim jużem się tu zgodził o tę sumę p. Radziejowskiego. Dać mu nam za niedziel cztery czterdzieści tysięcy i pięć, tj. dwanaście tysięcy w dobrej monecie, a trzydzieści trzy w tymfach i szelągach. Muszę tedy już rad nierad ostatka dopłacić, bo któż by to arendą taką sumę wytrzymać mógł? Już tedy przyjdzie dać pokój owemu srebru, którem chciał był tam we Francji dać sprawić, bo tu naglejsza tego potrzeba. Dlategom to wszystko wypisał, bo o śmierć idzie, której czasu i godziny żaden wiedzieć nie może.

Do księżnej Wiśniowieckiej posyłałem, która tu jest jeszcze, aby nam przyobiecaną czyniła satysfakcję. Odpowiedziała, że "cale nie wiem, co z tym czynić, bo nie mam skąd". A nawet, kiedy i o plac ten tu w Warszawie namienić kazałem, odpowiedziała, ,,żem i ten już oddała wojewodzie czernihowskiemu". Trzeba ją tedy już cale zacząć pozywać, co potrwać musi jaki rok. Szalbierstwa, równego temu, nikt nigdy pono nie widział. Kałuż, byle się tylko arendarz taki, jakiego Wć sobie życzysz, trafił, arendować się będzie; ale gdyby się i na tę kupiec z dobrymi trafił pieniędzmi, lepiej by ją także przedać; co przy woli Wci serca mego. Ogonki sobole posłałem Wci sercu memu par le courrier de M. l'Ambassadeur.

  WQYBGGM WQJKPPM WQXXZXM WJXQBQM WJKPQKM