O Solec żadnej dotąd z tym szalonym nie mogę dojść sprawy: rachuje go sobie raz sto tysięcy, drugi sto ośmdziesiąt - co minuta godziny to co inszego. A on się nie stoi tego, co ja zań płacić muszę; i tak siedzę, jako na lodzie. Nie masz podobno i nie było na świecie nieszczęśliwszego i utrapieńszego nade mnie człowieka. Zdrowiem cale stracił, dzień i noc jako pies pracuję, że już lada kiedy i na oczy olsnę, a dziesiątka złotych czasem nie masz w szkatule. - Radziejowski szalony już dwa razy do mnie zjeżdżając o zgodę na Solec i dla działu między młodszym bratem, kanonikiem (dziwnie grzecznym, uczonym i dobrym), ni z tego, ni z owego, skoro mu się co przyśni, w nocy nieopowiednie uciecze. Toż i tej nocy uczynił, jako mi ks. kanonik znać dał. To moja taka pociecha i taki od turbacyj odpoczynek.
Jeżeli wojna będzie w tamtych krajach, posłałbym szablę którą złotą, aby nasz chłopiec oddał królowi ode mnie, jako a son parrain, jeśli do tego już przyszło i jeśli to się będzie zdać Wci sercu [memu]. Poradzić by się tam kogo.-
Chełmskiemu regiment król zwinął, o co wielki hałas. Województwo krakowskie posłali do króla i do mnie, aby koniecznie podnieść ten regiment, bo żadnych innych na to miejsce nie przyjmą ludzi. Ofiarowali za to przyjąć na zawsze kompanię jmp. markiza do województwa swego i teraz pieniądze im liczą za przeszłe zasługi i na tę ćwierć. Postaram się, żeby było sto spełna koni. Do p, Krzywickiego pisałem, żeby rachunek uczynił, żeby kopfgielt wytrącił i to, co łożył jmp. markiz; a żeby te pieniądze złożył w Warszawie chez M. le Soucy.
Mes tres humbles baisemains a M, le Marquis. Jeśli już co otrzymał od 11 [króla francuskiego], albo przynajmniej jeśli jest przy nadziei i obietnicy, racz mi Wć moje serce oznajmić.