W busię i imaginacją całować nie śmiem, bo do mojej tylko w imaginacji apetyt, a kiedyśmy z sobą, osobliwie w łóżku, to się odwracają, to stołki przystawiają, na których poduszki kładą, żeby być busią jak najdalej od Sylwandrowej; co wspominając, ledwie każdego momentu konać nie przychodzi. Za wszystkie łaski i dobrodziejstwa, i znaki dawnej miłości racz mi to darować, a otworzyć mi się z tym, czymem był tak obmierzł Wci sercu memu, bo co moment godziny to gorzej było, aż do samego rozjazdu się z sobą. Potem zaś jako zaraz o mnie zapomniano w drodze, a dopieroż w Warszawie, już tego i nie wspominam. Nie racz Wć mieć za złe, że to przypominam; bo jakoż nie sarknąć, kiedy ból i żal aż do samego przenika serca? A do tego, że cały rok myśląc bez przestanku o Wci sercu moim, wszystkie mi przychodzą momenty życia naszego na myśl, tak złe, jako i dobre. Nie schodzi i to z myśli, gdy bywał ten czas, że nie było w oczach nic śliczniejszego, nic kochańszego: poduszka nawet, na której sypiała la Poudre, zdała się, że pachnęła; a potem sam się wszystek w oczach stał plugawcem. Przedtem koszula jedna zdała się być wielką przegrodą, gatki, które zdejmować kazano, zawadą; a potem już się kołdrą obwijać kazano. Jako tedy te rzeczy wybić z głowy i jako żyć albo życia pragnąć? Racz sama tylko moment nad tym pomyśleć i wspomnieć to wszystko, a przyznasz, że nic na świecie nie było prawdziwszego i słuszniejszego do wierzenia. Z tego tak ciężkiego utrapienia jestem tak siwy, że by mię ledwo kto rozeznać mógł. Niedługi czas, a długi zepsował żywot i dobre zrujnował zdrowie.