Od pobrania się naszego z sobą wszystkie witania nasze i żegnania mam ponotowane. Pierwsze żegnanie za Czerskiem przy stodole w karecie jako wspomnieć szczęśliwe, kiedy najśliczniejsze oczy z duszy i serca płakały. Witanie zaś jako miłe, jako wdzięczne w szczęśliwej karczmie żółkiewskiej, mimo której jadąc, zawsze ze łzami wspominam. Drugie zaś owe, kiedym późno w noc przyjechawszy zastał moją pannę jeszcze nie śpiącą a prawie zbladłą i drżącą z miłości i radości. W Sochaczewie także bardzo dobre i miłe. W Warszawie zaś po chorobie w Zamku na górze, kiedy sprawa była z księżną - o jako także wdzięczne i łaskawe. W Radziejowicach osobliwą uznałem tendresse. Niewdzięczne i niemiłe zaś naprzód w Puławach, jadąc najpierwszy raz do mnie; drugi raz we wsi, cośmy ją kupić chcieli pod Warszawą po uczynionej z Lubomirskim zgodzie: ledwie patrzać na mnie chciano i tejże zaraz godziny okazyjek do kłócenia się szukano. Trzeci raz, kiedym do Pielaskowic przyjechał z obozu. Owo zgoła, zawsze najgorzej, kiedy do domu jechać przychodziło. Teraz zaś, kiedy już o tej swojej drodze myślono, to wszystko na świecie nie było miło: jako mię przyjęto, kiedym ze Stryja przyjechał, że mię aż ludzi wstyd było! Żegnań nie przypominam, bo i tak podobno dość długo bawię tak niemiłą i niewdzięczną Wci materią. Ostatnie tylko przypomnieć w Jaworowie, przed którym kilka dni jako psa mię traktowano; tego tylko najbardziej żałuję, że się to działo przy p. wojewodzie i przy samej i że się takie rzeczy przy nich i przed nimi mówiły z cudownej jakiejś natenczas przeciwko mnie niechęci, którą bym ja drogo odkupił. A myśląc nad nimi, o, gdyby mi nie o wiarę szło a duszne zatracenie, podobno by mi z żalu broń we krwi swojej utopić przyszło, tak mi tego wstyd, tak mi tego żal, tak na to boleję. I ci ludzie, choć to nasi przyjaciele, wiem, że nieraz o tym z sobą mówią i podobno się ze mnie urągają, który-m tak bardzo z tą miłością Wci serca mego wykrzykał. I inne rzeczy podobno jedno z nich obserwować mogło, czego się podobno nie wystrzegano i aby obserwować miano, nie spodziewano. -

Widziałem krzesło u Króla JMci na dwóch kołach na zadzie, dziwnie wczesne, które było przywiezione dla nieboszczki królowej. Mogłabyś sobie Wć takie sprawić, boby się tym lada kto, zaprzągłszy konia, z wielkim swym przywiózł wczasem. Dla mody przynajmniej, boby tu takie zrobiono, a wczesna rzecz bardzo do kościoła i po ogrodzie jeździć.


  WJKVGXM WQPQPQM WJQPJKM WQVKKJM WQYZGVM