P. wojewodzic sandomierski dziś stąd albo jutro odjeżdża. Powiada, że termin między sobą mają w Zamościu ugody w tych dniach, którego mu omieszkać niepodobna. Uważże Wć moja duszo, co to będzie: oni się o naszą skórę zgadzać będą i o nas - bez nas (bo ja wierzę, że się oni i z Zamoyskimi wolą zgodzić na złość nam), a my, tu będąc na usłudze Pańskiej, wszystko swoje stracimy. Nie wiem ja tedy dalibóg, jako to będzie być mogło: cudze oganiać proso, a o swoje nie dbać. Najbardziej o wstyd idzie; będą ludzie po chwili rozumieli, że się odjąć i swego upomnieć nie umiemy czy nie możemy. Powiadają tu, że się oni chcą zgadzać z nami; a tu i najmniejszej p. wojewodzie o tym ze mną nie czyni wzmianki, lubo tu z nim jest i p. Wyżycki, i insi wszyscy słudzy. Racz się tedy Wć około tego rozmówić z Królową JMcią, jeśli to słuszna, żebym ja tu dłużej był na usłudze Pańskiej, a oni żeby dobra naszego zażywali i żeby się o nie zgadzali i nim się dzielili. Dosyć byłem cierpliwy, mając tak wiele różnych okazyj (a największą ciebie niewidzenia, moja duszo), a przeciem trwał. Trwałbym był dłużej, ale kiedy kto dobro nasze bierze i podobno nam to jeszcze na afront robią, wytrwać i ścierpieć niepodobna.
Lekarstwa i te wody, którycheś Wć zażywać poczęła, niesłychanie mię trapią. Wniwecz Wci, moja duszo, żołądek zepsują i zaziębią. Wspomnisz Wć moje słowo: po chwili i smaku, i chęci nie będzie do uczyń tę rzecz, tak Wć tym rozziębią. Nie daj się, moja duszo jedyna, zwodzić tym szalbierzom, bo masz tak wiele doświadczenia, że to nic nie pomaga. -