List z dnia 25 VI 1666
W obozie, 21 VI [1666].
Jedyna duszy i serca mego pociecho, najśliczniejsza Marysieńku!
Odjechawszy od Wci serca mego i rozjechawszy się z tym, co mię tylko na tym trzyma jeszcze świecie, i sam nie wiem, jakom jechał i jakom zajechał, wszystkie moje w tobie, moja śliczna duszo, utopiwszy myśli. Przenocowawszy na jakiejś wiosce, a prawie przebiedziwszy, bo i sen się oczu jąć nie mógł, wstałem bardzo rano i wyjechałem w niesłychane deszcze; tak dalece, że gdyby nie płaszcz de notre frere, wniwecz bym się był obrócił i zmókł bardziej niżeli mysz. W ten tedy deszcz przyjechałem do kwatery Króla JMci, w której wszyscy spali; gdzie pokręciwszy się, musiałem aż tu do samego jechać obozu; gdzie także mało co zastawszy ludzi, musiałem tak ni tego ni owego kawęczyć, bo co żywo odjechało do Warszawy, a ja tylko za wszystkich nie wiedzieć dlaczego pokutuję. I przez dziś pokutować będę, bo się stąd nie ruszym, lubo to było konkludowane w radzie wczorajszej w wieczór, ale znowu odmieniono.
Jutro się ruszym, ale po staremu nie będziem, tylko o cztery mile od Warszawy; toż i we środę. Jeżeli tedy nadejdzie wóz z namiotem i maże, już ich nie tu, ale do Tarczyna prosto wyprawować potrzeba; tylko nie bawiąc ich, moja śliczna duszo, mianowicie namiot świeższymi mi odsyłać końmi, maże zaś albo Wć moja panno zostaw jedne zaraz tam u siebie, albo je wszystkie przysłać, a ja jedne z nich wrócę, wybrawszy co lepszego dla Wci mego serca. Kubrak mi wczora mój przywiózł M. de Boham: ale uciesznie wyhaftowany! Jam prosił, żeby we czworo po sześciu, a toć w sześcioro po czterech, a z początku pięć nie zrobił niecnota, ale cale popartolił.