Skarżę się też Wci, moja panno, że owe wino żółkiewskie tak główne tak mi go zepsowali, że go w gębę wziąć niepodobna: właśnie takie, jako owo było w puzdrze u Wci, kiedym przyjechał do Warszawy w Kwietną Niedzielę, tak go właśnie poszalbierzowali. Prośże tedy Wć M. Radziejowski, żeby obrał dobrego wina beczkę i klarownego w mieście. Co dać za nie, to dać, choć co zastawić tymczasem; które roztoczywszy pięknie, żeby go nie pomącili, przysyłać mi go dniem i nocą. Niech tu prosto jadą do Rawy, a stąd wezmą od nas wiadomość, dokąd się obrócim.
Owa też szarża szara uczyniła się tak szpetna, że niepodobna w niej chodzić i nie będę cale w niej chodził. Nie mam tedy co włożyć na się, prócz tej jednej błękitnej sukni. Drogiet u M. Kącki widziałem niesłychanie śliczny i cienki, w którym jest trochę i jedwabiu; racz się o taki kazać pytać, moja śliczna panno, a jeśli nie można, już jaki taki przysłać, byle był cienki a ciemny, nie tak szarawy, jako ta szarsza, com ją teraz wziął i w której cale chodzić niepodobna. Trzeba go łokci trzynaście.
Ja już swoim dragonom trzeci daję dziś lenung. Ks. Lipskiego tu nie masz. Ja dalibóg nie wiem, co to za sprawa, że wszystkim dają, a ja się sam tylko wniwecz obracam. I tych pieniędzy, com z sobą wziął, już mi niedługo stawać będzie, bo te same lenungi kilkaset złotych mi wezmą. Garnizonowi lwowskiemu niechaj poślą pieniędzy, choć pięć albo sześć tysięcy. Nie już to koniec wojnie! Lubomirski idzie ku Łęczycy tamte jeszcze zagarnywać województwa. To jego takie submisje, którym tam u was zaraz wierzą! -