Jakoż też już, niech wszyscy przyznają, ani spać, ani jeść podobna i nie masz tego na świecie, który by się mnie użalić nie miał; jakoż wierzę, że żaden na świecie człowiek w podobnych nigdy nie był terminach. Mam ja w P. Bogu mocną nadzieję, że mi czyśca po śmierci uchowa, bo go pewnie na tym wycierpię świecie. Konsolacji żadnej zniskąd, a jedna drugiej zewsząd gorsza nowina. Zajechawszy tu do obozu, siedzę jak na szynku i najmniej przez pół roku, jeśli tak długo żyć przyjdzie, siedzieć będę. Podzieć się gdzie nie masz. Wszyscy kupami ustawicznie chodzą, że jeść nie masz co, że lenungów potrzeba, że armata wyniść nie może bez pieniędzy, na którą już własnych moich pięć tysięcy wyliczyłem. Te tysiąc czerwonych dziś zastawić posłałem na lenungi, a to dlatego, że co godzina nieprzyjaciela wyglądać potrzeba. A szlachta tego ani [w] myśli mieć chcą; i owszem, mówią, że ,,my się z tej nie boimy strony, tylko od Kondeusza; a w ostatku niech tu nas i popalą, a my wolim tu odstradać wszystkiego, a iść przeciwko tamtemu". Le Marchand de Paris jak ni o czym już myśleć nie chce. W takich tedy trudnościach P. Bóg z łaski swej świętej mieć mię chciał, jakoby nie dosyć było na mnie odjazd Wci serca mego, który mnie milion razy więcej trapi, niżeli to wszystko; a noc najbardziej, kiedy jakiżkolwiek czas mam do uważania nieszczęścia swego. Kiedy piszę do Warszawy, oznajmując o tych rzeczach, które się tak dzieją, to jedni nie dbają, a drudzy nie wierzą, jako pierwszy M. 1'Ambassadeur, który powiada publice, że ,,o tych trwogach nikt nam nie pisze ani oznajmuje, tylko M. le Marcchal". Dlatego tedy już więcej i pisać nie będę.