Jakie zaś tam rzeczy mówili w Warszawie z p. starostą grabowieckim, umierać trzeba, bo żyć niepodobna, na taką złość ludzką. Naprzód Marchand de Paris powiadał, że sypialiśmy do południa; że obiad o trzeciej, wieczerza o północy; że żołnierzów do siebie nie puszczamy; że jeść ani pić nie dajemy; że tych, którychem pozaciągał, nigdy przy mnie nie masz, że to zmyślone rzeczy; i tak tysiąc innych rzeczy. Nasz zaś M. l'Ambassadeur pytał naprzód, czemu ja Wci pozwolić nie chcę tej drogi, w której jesteś Wć teraz. Odpowiedział, że ,,jej nie broni, tylko się sama jejmość na ten nie może rezolwować rozjazd". Rzekł mu na to: "Wiem ja lepiej, że jej pozwolić nie chce, ale niech się boi P. Boga, żeby go wkrótce za nią nie skarał, że ją chce tu umorzyć, bo wszystkie te honory, które ma, nie dla niego, ale z jej respektu dane mu są". Jeśli się tak godzi, moja duszo, racz sama osądzić! Prawda to, żeśmy to oboje dobrze zasłużyli Królestwu IchMć i powinni byli respektem Wci siła dla mnie czynić; ale Wć wiesz dobrze, moja panno, że te urzędy nie z żadnego w nas nam dane kochania, ale że ich żaden wziąć nie chciał ani by też utrzymać był mógł. Małom ja dobrze krwią nie oblał tej łaski Królestwa IchMć: przez ciernie ostre po takie jabłka przejść było potrzeba. Niesłusznie mi tedy wymawiają takie rzeczy, bo to mię jest uczynić niegodnym tych nieszczęsnych urzędów, które mi wzięły pokój, zdrowie, substancję i to, com miał najdroższego na świecie, to jest najśliczniejszą Jutrzenkę, której bym ja był nie odstąpił i na kraj świata najmniejszą piędzią.

  WQPXPGM WJZPJXM WJGXXXM WQBJBGM WQKGYBM