Co żywo tu stąd na pogrzeb do Krakowa wyjeżdża. P. wojewoda ruski jutro się wybiera; sama tu zostaje, już bardzo brzemienna. Buława między nimi trzema chodzi: księciem Dymitrem, chorążym i p. wojewodą, jako mi pisze notre cousin. Powiadają, że Król JMć za chorążym, bo kto smaruje, ten jedzie.
Ja, da P. Bóg, jutro ruszam się pod Kamieniec z częścią wojska; drugie wojsko na różnych rozstawiłem pasach. Wielką potęgą nieprzyjaciel się wybiera do nas z Ukrainy. Ma być Tatarów sto tysięcy, Kozaków pięćdziesiąt tysięcy, a nas przeciwko temu siedm tysięcy. Nadzieja jednak w P. Bogu, że On za nas wojować będzie, a pozwoli jeszcze tej szczęśliwej godziny, której najwierniejszy Celadon upadnie do nóg najśliczniejszej Astrei i opowie przynajmniej, że umiera jej sługą.
Czapeczki i duchenki, którą mi Wć moja dobrodziejko posyłasz, z wielką oczekiwam impacjencją. Jako to Wć moja dobrodziejko pomnisz, że mi moja zawsze ginie czapka? To prawda, że wszystek ten czas bez niej sypiam, bo mi zawsze ginie. Wci wie się przecię, moje serce, boś mi ją wiązała; ale teraz ustawicznie ucieka z głowy. Materyj żadnych świetnych nie potrzebuję, bom uczynił votum w żałobie chodzić, póko nie ujrzę śliczności duszy i serca mego.