List z dnia 15 XII 1667
A Żółkiew, 15 XII [1667].
- Tu powróciwszy do Żółkwi (gdzie jak dzień, tak noc miejsca sobie znaleźć nie mogę ani takiej zabawy, która by mię na minutę jedną od tak ciężkiej mogła oderwać melankolii), ja się na ten nieszczęsny sejm wybieram, który do ostatka wniwecz nas pewnie obróci.
Księżna jejmość dotąd z pp. Adziejowiczami jeszcze nie skończyła. Sprawa ordynacji pewnie na tym przypadnie sejmie, na co nam pilne trzeba będzie mieć oko. Na mnie ów p. chorąży sandomierski przewiódł prawo. Najmniej trzeba mu będzie płacić przed trybunałem czterdzieści tysięcy; tyleż drugiemu także dłużnikowi jeszcze ojca mego, który kilkanaście lat pozywawszy, sprawę wygrał. Głowy tedy nie staje, co z tak wielkimi czynić ciężarami, które tak nagle nastąpiły, przy tak wielkich tej nieszczęsnej szarży ekspensach. Nie masz na teraz ani [co] arendować, ani zastawić, bo te wszystkie majętności za Lwowem zniesione. Tu koło Żółkwi, wiesz Wć moja panno, że się porozdawało, gagnant les creatures pour un veritable fantome. Stryj puścił się Wolfowi w zatrzymanej kwarcie. Koło Jaworowa pofantowały się na chorągiew usarską najlepsze folwarki i tak teraz podobnymiśmy się stali a un embleme, które piszą nad świecą zapaloną albo gorejącą: "Je me consume servant aux autres". Nic mię bardziej na świecie nie zabija, jako te nieszczęsne prawa a mianowicie te tak wielkie dwie sprawie, które nie wiedzieć jako uspokoić się będą mogły, bo ja bez Wci mojej panny nie mogę nic ani przedać, ani zastawić. O przywilej na Gniew pisałem tak wiele razy, abyś go Wć moja duszo przysłała. Żadnego na to nie miałem responsu, jako i na innych siła potrzebnych rzeczy.