- Gdzie? Tam, gdzie on od wieków bywał - nowego miejsca ni szukać, ni znaleźć. Na Żmijowym uroczysku, nie opodal od dębu świętego i zdroju, w okopie na hordyszczu, gdzie ojcowie, dziadowie i pradziady się nasze zwoływały. Tam nam też stanąć wszystkim i radzić.

W oczy sobie popatrzeli.

- Uroczysko to w głębi lasów, bezpieczne, błotami opasane dokoła. Lepiej tam niż gdzie indziej. Gdyby się starszyzny zebrały gromadą przy naszej czy waszej zagrodzie, mściłby się kneź i palił - tam - kto wie? I posłuchu może mieć nie będzie.

- Posłuchu?? - rozśmiał się Doman - ma on swoich wszędzie, doniosą mu, byleśmy się ruszyli tylko, ale nie przetoż się lękać mamy i siedzieć po norach. Z wieków się ludzie na wiece zbierali, czemu by i dziś nie mogli? Pilno obeślem wiciami.

- Tak - rzekł Wisz - poślemy dwu po dworach, zagrodach, chatach, aby starszyzna przyszła, lecz wiedzieć wprzódy musimy, kogo woleć i kto z nami stanie: Godziłoby się wziąć klątwę na ogień i wodę.

Naradzać się zaczęli po cichu. Stało na tym, że wiec być ma koniecznie i że się temu nie sprzeciwią ludzie, więc już naprzód myślano, jak nieznacznie go zebrać, a że na Kupałę gromady się i tak po uroczyskach schodziły, przed Kupałą dzień wybrać chciano.

  WQBJQJM WQJZZQM WQXVVGM WJZBQYM WJVJKXM