- Kneziów się zbędziemy, a Niemcy nam na kark wlezą... Wisz się poruszył.

- Nie chcemy się ich zbywać - odrzekł - ale tego Chwosty tylko na innego zamienić... Wiecie, dobrze, iż on pierwszy z Niemcami trzyma... ród jego cały serce tam ciągnie... znajdziemy innego... Dosyć się naszej krwi ulało... Wiecu nam trzeba...

Znowu pomilczał gospodarz.

- Trzeba nam wiecu i trzeba zmiany - rzekł - ale i wiec niełatwy, i zmiana. Ciężką to sprawę poruszacie, jakbyście gołą rękę w ul wsadzili... Jedni na Chwostka płaczą, drudzy trzymają z nim... zgody nie będzie, tymczasem Niemiec języka dostanie i najedzie wówczas, gdy my się z sobą zajadać będziemy... Wiecu nam trzeba, ale zgodnego a takiego, jakie ongi bywały, gdy za ojców radzono... Zwołajcie wiec...

Poczęli tedy obliczać, o ile we trzech mogli i umieli, kogo za sobą mógł mieć Chwostek, a kogo przeciw sobie, i okazało się, że niemała liczba stanąć mogła po stronie knezia, chociaż okrutnik był i dla nikogo serca nie miał.

Rozmowa cicha przeciągnęła się do wieczora. Szli potem razem do chaty i zasiedli po wtóre przy ognisku. Tu zaledwie chleb rozłamali, gdy mały, krępy człeczyna z głową krótko ostrzyżoną, z oczyma kocimi, w obcisłej siermiężce zjawił się w progu... Zobaczywszy go, wnet zamilkli wszyscy. Był to znany kneziowski sługa, na nieustannych posyłkach spędzający całe życie. Obawiano się go na grodzie i w okolicy, bo podpatrywał, podpełznąć umiał, podsłuchać i donieść panu, co pochwycił. Oka jego nic nie uszło... Siadywał jak żbik na drzewach, gdy mu trzeba było nie widzialnym gdzie być, wszywał się w gałęzie, zakradał do lisich nor, zakopywał w stogach siana, przylegał w wiszarach i trzcinach... Dla małego wzrostu i lichej postaci Znoskiem go zwano. Zjawienie się jego gdziekolwiek bądź nic nigdy nie wróżyło dobrego. Złośliwa żmija nie wracała nigdy bez łupu na gród, a łupem były oskarżenia, które do ucha Chwostkowi nosił.

  WQYYYKM WQJXKXM WQXJQXM WJXXQBM WJVQGBM