ROZDZIAŁ 9
Smerda z dala już starca zobaczył...
Smerda z dala już starca zobaczył, odwrócił się do swoich, dał im znak: drużyna się rozstąpiła, rozbiegła i poczęła zagrodę otaczać ze wszech stron, jakby się obawiała, aby z niej się kto ucieczką nie ratował.
Dowodzący samoczwart podjechał bliżej, bezpiecznie, nie spodziewając się wcale, aby tu nań oczekiwano... Sambora ucieczka nie została dostrzeżona.
Wisz ciągle stał we wrotach z głową podniesioną oczekując bez trwogi zaczepki. Zdawał się bezbronnym, co smerdę też ośmielało.
Drwiąco począł się uśmiechać kneziowski sługa patrząc na niego.
- A ja znowu do was w gości! - zawołał z dala - toście mi powinni być radzi...
- Jam zawsze gościom rad - odparł Wisz spokojnie.
- Kneź wam pokłon śle i do siebie prosi na koźle udo, na miodu czaszę, na drużbę i rozmowę - szydersko ciągnął dalej smerda - ażeby prędzej was mieć, aż mnie po was przysyła...
Wisz zmilczał trochę.
- Nie byłbym od tego, aby mu się pokłonić - rzekł z wolna - alem ja stary, a on młodszy. Ja pan u siebie, a on na grodzie... jeśli co do mnie ma, posłów znajdzie...
Smerda konno podjedżdżając coraz bliżej, mruczał.
- Milcz, ty, stary zuchwalcze! Ty niepoczciwy, nieposłuszny - zakrzyczał nagle - ja tu na ciebie sąd wiozę i powrozy! Tyś to wiece śmiał zwoływać?