- Ano... ja! - rzekł Wisza spokojnie -- ja... każdy z nas starszyzn po mirach ma do tego prawo. Tak z wieków bywało i tak będzie, póki nas stanie.

- Nauczymy my was wieców - zawrzeszczał smerda i stanąwszy tuż przy starcu ręką się zamierzył na niego. Stary z wolna ustąpił.

- Jedliście chleb pod moim dachem - rzekł - nie życzę wam zła... ustąpcie, proszę, precz... i powiedzcie kneziowi, że wiec się zbierze, choćby mnie między żywymi nie było.

Domawiał tych wyrazów, gdy smerda na swoich zakrzyknął i gromadą całą rzucili się na nieustraszonego starca, który teraz dopiero miecza dobył spod poły. Zza płotów, tynów, ścian wszystek jego lud, synowie, czeladź wyrwała się z ogromnym wrzaskiem, napinając łuki i zamachując procami. Ale Wisz ten zapęd skinieniem ręki powstrzymał.

Kneziowscy ludzie, niespodzianym ukazaniem się obrońców trochę przerażeni, w tył się cofnęli.

- Będziemy się bronili! - zawołał stary. - Idźcie, jeśli nie chcecie, aby się tu krew polała... A tobie - rzekł zwracając się z gniewem do smerdy - tobież to przystało napadać na swoich i służyć obcym?... Ty, niewolniku podły!

Smerdzie twarz cała krwią zapłonęła, targnął się i swoich, co stali opodal, zaczął bezcześcić.

- Bij a morduj! - krzyknął. Strzały poleciały z obu stron.

  WQBKXVM WJVZVQM WJZPYBM WQXKQPM WQJJXYM