Niewiasty siedziały kołem, zawodziły i płakały, lecz pieśni już płynęły spokojniejsze - duch uleciał... Noc zapadła, gdy się pagórek żółty wzniósł nad popiołami Wisza...
Na żalniku zapalono stosy łuczywa i rozpoczęto ucztę żałobną.
Ludzi zgromadziło się wiele z okolicy, ugaszczano wszystkich, do wszystkich przepijano... Stały otwarte kadzie z piwem i miodem, którym się krzepie znużeni i pragnienie gasili pracujący u mogiły. Około mis i niecek z mięsiwem siedziały kupy gości, oddzielnie mężowie, osobno i z dala niewiasty.
Wtem gęśla zabrzęczała i cisza nastała wielka, gałęźmi tylko w lesie wiatr szumiał z dala... Słowan dobywał z piersi głosu.
- Pusty w lesie dwór twój stoi, dzieci twe ojca nie mają... Poszedłeś stary do swoich, na miód biały i biesiadę... Stary woju... woju stary... włosy miałeś jak śnieg białe, ale młode jeszcze dłonie... Któż policzy, kto wyśpiewa, coś ty zostawił na ziemi... ile z rąk twych padło zwierza, ileś rojów wypiastował, ile wrogów ty zabiłeś, iluś nakarmił ubogich... Wiszu stary, Zboja synu, już nie wrócić ci do świata... Ziemiąśmy cię przysypali, popiół twój łzami poleli; poszła z tobą żona wierna, koń twój miły, róg twój głośny... Wiszu stary, Zboja synu, nie powracać ci na ziemię... a po jasnym latać niebie... młotem Niemców zbijać duchy... Stos ci wielki zapalili, obiaty ci nie skąpili... O Łado! Łado! Łado!...