- Dobrzeście wprzódy rzekli - odparł po namyśle Ludek - zaniesiemy na wiec krwawą suknię i koszulę, położym ją przed starszyzną i rzeczemy: "Zginął Wisz za was, za wiec, niech wiec stanowi o pomście za krew jego".
Spojrzeli po sobie.
- Pewnie - odezwał się Doman - niech starszyzna wyrzecze, a nie będziecie mieli rąk, aby się upomnieć o krew, by darmo nie wsiąkła, ja wam moje ofiaruję...
Tu zawahał się nieco Doman i oczy mu zabłysły, ale spuścił je wnet jakby zawstydzony.
- Ja wam bratem być chcę... bratem... - dodał.
- My tobie braćmi... - odezwali się obaj synowie Wisza i podawali sobie ręce znowu.
- Nie stało mi czasu starego Wisza prosić, będę wam mówił o tym... Siostrę waszą chcę wziąć...
Była chwila milczenia; obyczaj ówczesny, który po starszeństwie brać przykazał, nie zostawiał wątpliwości, że mówił o Dziwie. Ludek zwiesił głowę.
- Domanie, bracie - rzekł - Dziwa męża nie chce znać... Nienowa to rzecz bogom się ślubowała... To nie jest niewiasta do dzieci, do kądzieli, do garnków, ale do ognia świętego, do zdroju, do pieśni i wróżby... Żony z niej nie będziecie mieli... Dałbym ją wam z serca... a przeciw ślubowi bożemu jak mi stać?
Zamilkli znowu; Doman głowę zwiesił, brodę szarpnął i mruczał.