- Toś i ty, Słowanie - rzekł mu jeden - Chwościka pokochał... Starzec nastawił ucha.
- Pokochał?
Pokręcił głową, poczęły brzęczeć struny, dziwny staruszek począł śpiewać znowu tęskliwą nutą.
- Siedzi Chwostek na wieżycy... i patrzy z niej wkoło... dobry pan... Gdzie się kurzy ze świetlicy, gdzie na polu się zieleni... gdzie rżą stada, sycą miody... oko widzi, ręka zgarnia... dobry pan! Siedzi Chwostek, patrzy z dala... kmiecie mruczą, psy-li wyją?... śle drużynę, milczeć, cichy... lub na gałąź pójdzie licho... Dobry pan... Pan wesoły, do biesiady rad zaprasza, rad ugości a nakarmi, a upoi, aż się ludziom na wiek wieka jeść odechce... i pachołki do jeziora niosą kmieci... Dobry pan. Siedzi Chwostek na wieżycy... czy słyszycie, jak się śmieje, hen daleko śmiech rozlega... aż puścieją w lasach knieje... aż po dworach lud truchleje... dobry pan! Z Niemcem on się pocałuje, Niemiec dziewkę da mu biały... a wy, kmiecie, mruczeć wara! bo mu Niemiec da swe miecze i wskroś krnąbrnych wnet wysiecze. Dobry pan! Dobry pan!...
Chórem za starym poczęto powtarzać - dobry pan... a dwie te pieśni razem z sobą złożone zasępiły czoła i jednym, i drugim... Słowan zamilkł, głowę spuścił, podparł się ręką na ziemi, na pół położył i śpiewać więcej nie chciał.