Odezwała się trzy razy. Trzy lata czy trzy miesiące? Któż to wiedzieć może... Żywia ze śmiechem zapytała o Dziwę. Kukułka bliżej podleciała, rozśmiała się tylko jakoś dziwnie, poznały ją przecie po pierzu, ale wróżyć nie chciała. Dziewczęta siedziały zamyślone. Żywia kwiatki rwać zaczęła i wianuszek pleść dla siostry. Ale kwiatki niedobre się pod rękę nawijały i końce rwały i nie chciały się pleść w wianuszek.
Siedziały nie opodal od zagrody, były więc bezpieczne. Nazajutrz miały iść do ogniów, na Kupałę, Żywia się cieszyła. Dziwie nie chciało się iść z drugimi... smutno jej było.
Wtem wśród ciszy, gdy muszki brzęczały tylko i pszczoły, las z dala zatętniał. Spojrzały po sobie.
- Czy Ludek pojechał na łowy... czy to Ludkowe psy słychać?... - Ludek w domu, koło stada...
Porwały za koszyki, obejrzały się dokoła i ostrożnie w gąszcz pierzchnęły... ale cicho było znowu w lesie; ni psów, ni ludzi nie słychać.
Żywia, główkę z gąszczy podniósłszy, patrzała na polankę i słuchała, psy gdzieś daleko zwierza pogoniły i cicho. Dzięcioł kuje drzewo... nic więcej.
Wróciły na trawę, na słońce.
Z dala jakby śpiewanie słychać było, ale ochryple i smętne. - To Jaruha - ozwała się Dziwa.