- Dłoń to biała, nienamulona... wielka bieda z taką dłonią, tysiąc chłopców sięgnie po nią... a królewna żadnego nie zechce...
Zapatrzyła się w rękę.
- Pójdziesz jutro na Kupałę? - Pójdę - odezwała się Dziwa.
- Nie idź! mówię ci, nie idź lepiej... Jak pójdziesz, krew się poleje... Dziwa zbladła Jaruho - odezwała się - po co mnie straszysz?... Wiesz, że w domu zostać nie mogę... a tobie dawno się w głowie przewróciło, sama nie wiesz, co mówisz.
- A któż to wie, co mówi? - szepnęła Jaruha. - Coś szepcze w ucho i językiem obraca. Albo ja wiem, kto i co? Choćbym usta zamknąć chciała, męczy mnie i mówić każe... Coś się snuje przed oczyma, coś po sercu załaskocze... baba plecie, sama nie wie co... a musi!... Nie idź ty na Kupałę!
Dziwa się rozśmiała.
- A ja tobie nie radzę Jaruho! Ty wiesz, jak cię szarpią, prześladują, co się z ciebie naśmiewają, co nadokuczają...
- Ja się tego nie boję - odezwała się stara. - Jak ognie pogasną, jak się ciemno zrobi... hej! hej! to mnie który pocałuje i uściśnie... młode lata się przypomną... - Cóżeś ty w młode lata robiła? - zapytała Żywia.
- Ja? ja? nie wiesz? - odezwała się Jaruha. - Hej! hej! porwał mnie królewicz... zaprowadził do gmachu, co miał ściany ze złota... W ogrodzie rosła jabłoń, co rodziła jabłka wonne... u stóp jej ciekła żywiąca krynica.. Siedem lat królowałam, siedem lat śpiewałam pieśni, splatałam i rozplatałam kosy, wszystko mi służyło... potem zrobiło się ciemno i ja w łachmanach, o kiju, znalazłam się w puszczy... Krucy mi w głowę pukali i oczów szukali... hej! hej!