- Juści to i wilka kulawego, gdy poprosi, trzeba ratować - rzekła cicho.

- Ty, Znosku, niewart tego, aby ciebie żywiono, boś ty dużo namorzył ludzi... ano! kto wie, żbik cię może poprawi... Ustatkuj się, chłopcze, weź mnie za żonę, pójdziemy razem na bocianie gniazdo i będziemy gospodarowali. Ty mi będziesz żabki zielone nosił, ja ci będę klekotała...

Jaruha się śmiała, ale trawą i liśćmi okładała mu głowę i białym płótnem wiązała ją powoli.

- Mówże ty, gdzieś bywał? I co ci żbik zawinił? Syknął tylko Znosek.

- Z tego oka nic nie będzie - rzekł.

- Darmo o nim i nie myśl, bo go nie ma - rzekła Jaruha - a nowe wstawić trudno. Od wody żywiącej odrasta, ale jak tu trafić do niej? Żmij siedzi na straży... smok lata nad nią.., siedem lat trzeba iść do niej, siedem się spinać pod górę...

Żywia litościwa widząc, że drżące ręce starej Jaruhy płachty nie potrafią zawiązać, przysunęła się do Znoska i zręcznie obmotała mu głowę. Jedyne pozostałe oko podniósł ku niej, a w nim jeszcze więcej złości było i gniewu niż wdzięczności.

- Ja ci ból odczynię - rzekła Jaruha - ale musisz się przyznać, gdzieś bywał... Jużci, kto może u knezia pod stołem się wylegiwać, z dobrej woli w las nie idzie.

  WQYJPVM WQJPJKM WQXGYKM WJZYZPM WJKKBPM