nie podał... Hengo, co miał pod ręką rozłożywszy, - patrzał zwycięsko po otaczających.

Niewiasty wróciły, parobczaki stały... milczenie panowało w izbie; wtem oczy starego padły na coś leżącego wśród innych ozdób na ławie, czego znać nie widział w życiu. Był to świecący krzyż z uszkiem do noszenia na szyi. Błyszczał tak jakoś, że oczy wszystkich zwrócił na siebie...

- A to co jest? - zapytał stary wskazując...

Hengo zdaje się, że dopiero teraz spostrzegł, iż go wydobył, i pochwycił skwapliwie.

- A! to - zawołał zmieszany - to jest znak... dla ludzi innej wiary niż wasza... który im szczęście przynosi...

- Namże on by nie przyniósł szczęścia? - zapytał Wisz.

Hengo zamilkł i schował go do worka... Nastąpiła znowu chwila milczenia. To schowane tak szybko godło tajemnicze obudziło ciekawość, lecz Niemiec już się z nim ukrył.

- Trudno się to oprzeć - odezwał się gospodarz - kiedy samo co pod dach przychodzi, a do życia pomóc może. Za dawnych czasów ledwie u księdzów i żupanów coś podobnego widzieć było można, teraz i my kmiecie ważyć się na to musimy. Nie wyjdzie z domu dziewka, żeby jej do wiana nie dać kolców i szpilek.

Skinął na starszego syna, poszeptał mu na ucho... wyszło ich zaraz dwu z izby. Wisz na ławie siadł i po jednemu odkładać począł, co dla siebie i swoich chciał za-trzymać - wybrał piękny miecz liściasty, siekierek kilka, młotów, nożyce, kilka pierścieni, dwa naszyjniki z wisiadłami... myślał i liczył, czy tego będzie dosyć.

  WJJPVQM WJKKKXM WJXYBXM WQVGQQM WQGZXGM