Przecież ze wszystkich narodów naszych pono najwięcej - odezwał się stary.

- My Polanie rozmówić się możemy i z tymi, co tu u Odry i co nad Łabą siedzą, i z Pomorcami, i z Ranami na Ostrowiu, i z Serby, i z Chrobaty, i Morawiany, i aż do Dunaju... i dalej. A któż policzy... jest nas jako gwiazd na niebie.



- Hm! - mruknął Hengo - i nas też niemało...

- A ziemi też dla wszystkich dosyć - dokończył Wisz. - Każdy u siebie doma ma, czego mu trzeba - ziemię matkę pod nogami, słonko nad głową, wodę w strumieniu, chleb w rękach.

Hengo słuchał milczący.

- Tak ci jest - rzekł - przecie jedni drugich nachodzą - i z głodu, i z chciwości, i dla niewolnika, gdy go zabraknie.

- Dzieje się tak u was - przerwał stary - my wojny nie pragniemy ani w niej smakujem. Nasi bogowie pokój miłują jako my.

Niemiec się skrzywił.

- Kto wam tu co zrobi? - mruczał - kraj szeroki, pustynie - łatwo by wejść, ale wynijść trudno.

- Myśmy też - rzekł Wisz - od was się nauczyli bronić i wojować, bośmy tego dawniej nie znali. Prawda, że tam u zachodu wasze duchy lepszy oręż kują, ale i nasz kamień stary, i pałka niczego.

- Myśmy już o kamieniu zapomnieli - odezwał się Hengo - pogrzebaliśmy stare młoty po mogiłach i już ich prawie nie widać. Nie zdał się już teraz kamień, gdy o kruszce łatwo, a ludkowie nasi po pieczarach coraz więcej go znoszą.

  WJXJVQM WQPGZYM WJQZYPM WQZQGKM WQJKVZM