ROZDZIAŁ 3

Pomilczawszy chwilę Wisz spojrzał...
Pomilczawszy chwilę Wisz spojrzał na Niemca.

- Dostaliście się tu szczęśliwie - a dalej? Dokąd myślicie?

- Dokąd? - z wolna powtórzył, jakby nie chcąc się z tym zdradzić, co zamierzał, Hengo. - Dokąd? Ot, sam dobrze nie wiem. Wy tu na znacznej przestrzeni sami ze swoimi siedzicie i panami jesteście... Ja, żem tu już raz się kiedyś zabłąkał,

przywlokłem się i teraz. Dalej puszcza, iść choćby na rzekę, obłąkać się łatwo, a na złych ludzi trafić gromadę - którzy z życiem nie puszczą. Po lada jakich chałupach w lesie tłuc się nie myślę, pożytku z tego mało... ale... toć też gdzieś, nie opodal kneź wasz siedzi... Gdyby do jego grodu nad jeziorami nie było daleko, puściłbym się...

Wisz brwiami siwymi ruszył. a ręką w prawo, nie mówiąc nic, pokazał.

- Jestże ci kneź... na grodzie nad jeziorem, a do niego w dzień niespełna stanąć łatwo. Kneź, kneź! - powtórzył z przekąsem. - Ten kneź już sobie prawa do wszystkiej naszej ziemi rości, po wszech kniejach poluje, a ze swymi zbrojnymi ludźmi czyni, co chce... To srogi człek - jemu się w paszczę dostać, jak wilkowi głodnemu... Ano, i na wilki ludzie sposoby mają.

Niemiec zmilczał.

- Wasz ci to kneź, nie obcy - rzekł po chwili - trzeba przecie, żeby naród miał głowę i wodza - a co by począł, gdyby go wróg naszedł?

  WJZPGVM WQPXJZM WJQYJGM WQZVXPM WQJJJJM