- Niech nas od tego bogi bronią - mówił stary. - My to wiemy, póty naszej woli, dopóki pokoju. Przyjdzie wojna, z nią iść musi niewola. A kto z wojny skorzysta? Nie my, ino kneź nasz i jego słudzy. Nam wróg chaty popali, bydło zajmie; oni niewolnika nabiorą dla siebie i łupu. Tyle z tego, że nam dzieci poginą; a kto padł w wojnie, temu i mogiły nie usypią, krucy ciała rozniosą.

I westchnął.

- Pan to jest mocny, ten, co na grodzie siedzi? - spytał Hengo.

- Bogi mocniejsze od niego -- mruczał Wisz - a i gromada silną bywa... Ja nie wiem więcej, dań mu daję, jaką każe - i znać go nie chcę: ni jego, ani całego ich Leszków plemienia.

- Wyście u siebie panem - dorzucił pochlebiając Hengo.

- A pewnie - rzekł Wisz. - Gdybym nim tu nie miał być, toć są jeszcze ziemie puste, poszedłbym, jak ojcowie chadzali, z moimi gdzie indziej, gdzie wojna nie dochodzi i niewola. Zaorałbym nową granicę wołami czarnymi i siadł.

Jakiś półuśmieszek szyderski Niemcowi się po ustach przesunął i dodał:

- Hej no - gdybyście mi rozpowiedzieli a ukazali drogę do Gopła, a do stołba kneziowego - kto wie? powlókłbym się jeszcze... zobaczyć i tego świata trochę. Gospodarz pomyślał nieco.

- Czemu nie! Próbujcie szczęścia - rzekł. - Z waszych tam już niejeden bywał, niejednego też może znajdziecie. Kneź ma żonę z niemieckiego kraju, po niemiecku rad rządziłby nami.

  WQQJJKM WQVBJVM WQGPZXM WJVJGKM WJXPVZM