Przodem jechał dowódca, parami za nim czterej inni... łatwo w pierwszym poznać było starszego, koń pod nim roślejszy i pokaźniejszy ubiór odznaczał kneziowego sługę. Był to barczysty chłop, z włosami długimi, które mu gruby kark okrywały. Na głowie miał czapkę ze sterczącym przy niej piórem białym. Odzież na nim z sukna jasnego obszycie miała czerwone, u boku miecz sterczał w pochwie, na plecach łuk nad głowę się podnosił i łubiany wór na strzały.

Jadący za nim w rękach trzymali toporki, zbrojni też w łuki i proce, obwieszeni sakwami... Wisz, zobaczywszy jeźdźców, jak noc się zachmurzył - porwał róg zza koszuli i trzy razy prędko raz po razu zatrąbił, do chaty znać oznajmując o nadjeżdżających.

Gdy głos ten dał się słyszeć, jezdni na koniach poruszyli się żywiej i pierwszy z nich obejrzał dookoła, szukając sprawcy... mógł już z brzegu rzeki, nad którą jechał, zobaczyć Wisza, a ten też niezwłocznie pośpieszył na przełaj ku niemiłym gościom.

- Ej! gadziny przeklęte! - mruknął idąc. - Smoki nienasycone... Smerda pański! Bodaj ich razem obu pioruny ze skóry darły! - Odwrócił się do Niemca. - Wam to na rękę, bo was pewnie i wasze sakwy ze sobą chętnie zabiorą, ale mnie...

Hengo nie okazywał twarzą wcale, czy był rad lub nie spotkaniu.

  WQPBYBM WJZXYJM WJVBVVM WQYGKQM WQKJPGM