Poranek wiosenny świtał...
Gdy stary na kamieniu siedząc...
Pomilczawszy chwilę Wisz spojrzał...
Wszystko się już budziło po szopach...
Cała też gromada do koni zraz ruszyła...
Hengo, wyszedłszy od kneziowej pani...
Godzina nie upłynęła, gdy stary Wisz ukazał...
Nie opodal od brzegów jeziora Gopła...
Smerda z dala już starca zobaczył...
Żmijowe uroczysko leżało otoczone borami...
Ranek był najśliczeniejszej wiosny...