Zadumaną była i tak zajętą baba, że dopiero gdy się do niej przybliżył, z krzykiem i przestrachem się porwała.

Wzięła go, jak mówiła, za wilkołaka, co dla smerdy wcale nie było pochlebne, i zaczęła szybko coś mruczeć, jakby go przeklinała, co go niemało nastraszyło. Trzęsąc się jeszcze siadła znowu na kłodzie.

- Cóż to robicie tu, Jaruho? - spytał smerda.

- Alboś to ślepy, przemierzły włóczęgo? - odparła baba. - Robię, co mi nakazano, zbieram ziele na leki i na uroki, na czynienie i na odczynianie. A masz co przy sobie w baryłce może? hę? dałbyś mi się napić, tobym ci mój strach przebaczyła, bo jak nie...

- Nie mam nic prócz wody w bukłaku... - rzekł smerda.

- Wody?... miałżeś co nosić! - prychnęła stara - Z każdej krynicy i rzeczki można jej z żabim skrzekiem dłonią zaczerpnąć, otóż masz co nosić, głupi człecze!... stary jesteś, a rozumu nie masz... Wodę nosić!... wodę nosić!...

I mruczała znowu pod nosem, a smerda stał strwożony.

- Cóż to za ziele zbierasz? - zapytał rozbrajając straszną wiedźmę.

- A co tobie do ziela? - poczęła baba - to nie wasza sprawa... lubczyk tobie żaden nie pomoże, boś szpetny... Choćbyś go dziewce dał i bez wrotyczu, czar nie poskutkuje. Widzisz, co koło mnie leży... bylica, dzięgiel, lisie jajko, biedrzeniec, dziewanna, rosiczka... - Hej, Hej! różne dobre rzeczy...

  WQGQYPM WQXZPKM WQJVXKM WJKBYYM WJXJJYM