- Na Głubiem!
Baba poczęła głową trząść.
- Na Głubiem, miłościwy panie! nie ma po co jechać tam... - Dlaczego?
- E! bo tam niedobra siedzi zwierzyna..
Obejrzała się po drużynie i poczęła ją liczyć oczyma. - Jakaż zwierzyna? - rzekł kneź.
- Tam Myszy siedzą, miłościwy panie, Myszy! - szepnęła Jaruha - kupa Myszy...
Poczęła się oglądać niespokojnie, wstała i chciała zbliżyć do knezia, ale ten jej zagroził, aby nie śmiała na krok ku niemu przystąpić. Trwoga odmalowała się na jego twarzy, słysząc tę zagadkową mowę. Obejrzał się na smerdę, który zawołał: - Mów, babo, wyraźnie!
Jaruha niespokojnie patrzała wkoło i wahała się.
- Co, bo nie rozumiecie, kiedy mówię, Myszy, Myszy a Myszki wszystko jedno... Ja tam zresztą nie wiem nic! Nie wiem nic!
Siadła prędko i ziele zaczęła przebierać skwapliwie.
Kneź, smerda i cała drużyna stali w oczekiwaniu i w jakimś strachu, który ich ogarniał mimowolnie.
Cisza była w lesie, wiatr szedł od ostępu. Uszy ludzi, nawykłych do rozeznawania najmniejszego szelestu, chwytały jakieś odgłosy nawoływania dalekiego.
Kneź pobladł. Jaruha siedziała, jakby zapomniawszy o nim, z głową spuszczoną, nie mówiła już nic; smerda się zbliżył do niej.
- Cóż tam Myszki robią? - zapytał.