Mimowolnie Chwostek rozśmiał się swym dzikim, szyderskim śmiechem. Smerda posłyszawszy go wzdrygnął się. Dosyć było tego, by zdradzić Chwostka Piastun nań popatrzał, ale bez najmniejszej trwogi. Zamilczeli oba, mierząc się ciągle oczyma
Rwać się, słyszę, chcą wasi kmieciowie na gród i knezia? - spytał Chwostek.
Rwał się kneź nasz wprzódy na nas - odparł Piastun - sam wyzywa na rękę... Źle czyni, gdy mu w pokoju siedzieć było łatwo... Ród swój własny wygubił, naszych tam wielu przypłaciło życiem... Któż winien?
Spod włosów kneziowi z oczów błysnęło. Począł gniewnie mruczeć jak niedźwiedź, poruszył się, na smerdę skinął i z ławy wstał. Noc była zapadła bezksiężycowa, choć pogodna.
- Nie idźcie ode mnie w taką porę - odezwał się Piastun - uśnijcie we dworze, pójdziecie z brzaskiem, gdy zechcecie. U mnie bezpieczni jesteście, choćby was i ścigano... - dodał - bo gość dla mnie święty...
Na ten wyraz - choćby was ścigano! - kneź się cofnął i odskoczył, gospodarz uśmiechnął. Smerda blady i wylękły drżał... Jakieś przykre milczenie nastąpiło po tych wyrazach, lecz stary bartnik, nie zmieszany wcale, uśmiechał się tylko.
Zdawało się, że te słowa były nieszczęśliwym proroctwem, gdyż w tejże chwili przed dworem zatętniało i kilkanaście głosów dało się słyszeć. Piastun nastawił ucha, zmarszczył się i ręką pośpiesznie wskazał na komorę, której drzwi już na pół otwarła gospodyni.