- Miłościwy panie - odezwał się Piastun - wiem, kto wy jesteście, schrońcie się, może Myszki was szukają... u mnie bezpieczni jesteście. Gości bogi zsyłają. Wyrazy te wyrzekł z powagą i spokojem i powtórnie na drzwi wskazywał. Chwostek sam nie wiedział, co począć, trwoga go wreszcie zapędziła do komory, którą staruszka za nim i smerdą zatrzasnęła.
Łuczywo u ogniska zapaliwszy Piastun spokojnie wyszedł przed dwór podnosząc je do góry.
Kilku jezdnych stało u wrót.
- Ojcze - zawołał Myszko z krwawą szyją - nie wiecie, co się stało! Chcieliśmy krwi ludzkiej oszczędzić, trzy dni i trzy noce siedzieliśmy czatując na zbója! Był w naszych rękach i uszedł. Lecz z głodu chyba zdechnie w lesie i nie da sobie rady, bo mu się rozbiegli ludzie, a opój ten sam w puszczy nie potrafi się rozeznać. Może też go który z naszych napotka i zadławi... Konie napoimy i pilno nam do dworów.
Wnet czeladź Piastunowa poszła z wiadrami do studni, konie pojono i Chwostek w komorze schowany mógł słyszeć, jak go wyklinano i nań się odgrażano. Kilka razy ze złości rzucił się ku drzwiom, od których go smerda ledwie potrafił odciągnąć.
Dobry czas trwało pojenie koni i ludzi, bo Myszkom wyniesiono miodu. Śmiechy ich i krzyki dolatywały do uszu zamkniętych, aż ustały; zatętniły konie i jezdni w dalszą popędzili drogę. Gdy ucichło wszystko, Piastun milcząc poszedł otworzyć drzwi, więźniów wypuścić.
- Idźcie - rzekł - niebezpieczeństwo minęło!
- Kmieciu dobry - zawołał Chwostek - proszę was do mnie na gród w gościnę, winienem wam wiele.
- Nie - rzekł Piastun - prawo nasze kazało tak i obyczaj... Nie z miłości dla was uczyniłem to, bo nie miłuję was, ale dla rozkazu bogów. Idźcie w pokoju... Kto wie, gdzie się spotkamy...
Chwostek stał zachmurzony.
- Ty na mnie ręki nie podniesiesz! - zawołał.
- Miłościwy panie - rzekł Piastun - jak miry pójdą na was i zawołają, pójdę i ja...
Mówiąc to ustąpił mu z drogi, a Chwostek pośpiesznym krokiem wyrwał się z chaty, nie mówiąc słowa i nie patrząc za siebie. Wrota się za nim zamknęły; noc była czarna, milcząca. W dali tylko pobłyskiwało jezioro i na wysokim stołbie u góry ogień, wedle zwyczaju rozniecony, czerowanym światłem migał. Chwostek ze sługą znikli w ciemnościach. Piastun odetchnął lżej, gdy ich nie stało.