- Czy wiarę też nową - spytał - myślał zaprowadzać?
- O tej my od niegośmy nie słyszeli - odparł Piastun - choć o niej inni ludzie różne wieści głoszą... Obcego nic znać nie chcemy.
- Dobrze czynicie - rzekł gość - ale nie wszystko cudze złym jest. Z mowy naszej poznajecie, że my Niemcami nie jesteśmy, ani ja, ani towarzysz mój, ale co dobrym mają, to od nich wziąć się godzi.
- A cóż dobrego stamtąd przywożą? - mówił gospodarz. - Nie wiem. Jeśli oręż, co zabija - zbójeckie to dobro, jeśli świecidła, co niewiasty płochymi czynią - trucizna to. Mamy ziemię swą, co nas żywi, pieśni swe i dzieje, które karmią, bogi nasze... cudzego nic nie potrzebujemy.
Gość młodszy westchnął.
- Wiele z Niemiec idzie - rzekł - ale przez Niemcy tylko przechodzi i nie jest niemieckim. A gdyby przez ich kraj płynęło błogosławieństwo i pokój dla świata?
- Pokój? Błogosławieństwo? - spytał Piastun - święte to rzeczy są, ale jakżeby przez ręce ludzi, co łupieżą i morderstwem żyją, iść one mogły?
Zamilkł na chwilę, a wtem weszła niewiasta Piastowa, Rzepica, osłoniona po białogłowsku dawnym zwyczajem, z zawiniętym czołem i usty, w bieli cała, sama przynosząc jadło: Za nią służebne dziewki placki, miód i kubki niosły.