Pokłoniwszy się podróżnym i zastawiwszy stół ustąpiły zaraz na stronę, gdyż tu, jak wszędzie, nie godziło się niewiastom pospołu z mężczyznami siadać.
A gdy ich starzec do jedzenia zapraszał, obaj goście powstali ze swoich miejsc, stanęli obróciwszy się ku wschodowi, ręce poskładali, z głowy zdjęli nakrycie i poczęli coś szeptać, nad jadłem zastawionym czyniąc znaki.
Piastun się uląkł nieco, widząc w tym czary jakieś.
- Nie juści - zapytał - czarownikami jesteście? Na co te znaki czynicie i dlaczego?
- Nie obawiajcie się czarów - odparł młodszy z gości siadając po chwili. - My czary odganiamy, ale ich nie czynimy. Zwyczajem jest u nas, na Morawie, Boga wzywać przy każdej czynności i jego błogosławieństwa.
- Jakiego Boga? - zapytał Piast - słyszeliśmy, że Czechy i Morawce nowego Boga, którego Niemcy z zachodu przynieśli, u siebie też wyznawać zaczęli.
- My nie znamy innego Boga, tylko jednego na świat cały - rzekł powoli gość - Boga, który jest ojcem wszystkich narodów i ludzi i panem całego świata a wszelkiego kraju... którego dziećmi wszyscy jesteśmy...
Piast, zdumiony nieco, słuchał.
- Takiego Boga i myśmy niegdyś wyznawali - rzekł - jednego i najwyższego, wyznajemy go i teraz, choć pomniejszych duchów moc jest wielka...