- Co znaczą te ognie? - zapytali goście - czy to pożary, wzniecone przez nieprzyjaciela?
- Nie. To wici ogniste - rzekł Piastun - to zapowiedź wojny... W tej chwili cały kraj, wszystkie miry nasze wiedzą, że ciągnąć mają tu...
Wskazał na wieżę...
Jakby na urągowisko tej zapowiedzi ognistej kneź na wierzchołku wieży rozkazał nałożyć stos łuczywa i podpalić go.
Ogromne płomię buchnęło, jakby cały stołb gorzał we wnętrzu.
W jeziorze spokojnym odbił się ten blask. Widok był wspaniały razem i straszny. Ognistymi głoskami na tle nocy pisała wojna i śmierć przybycie swoje. Podróżni westchnęli smutnie.
- Nie lękajcie się - rzekł Piastun - obcemu się u nas nie stanie nic, choćby wojna się rozpoczęła, a nim ludzie się pościągają, dni może kilka upłynie. Ja was proszę, abyście się u mnie zatrzymali jutro... Dzień to jedynego dziecka mojego, dla mnie uroczysty, siódmy rok kończy, życie mu się poczyna. Nie wiem, czy kto z moich przybędzie do mnie, wszystkich teraz wojna zajmuje... bądźcie wy, dobrzy ludzie, jednego języka, wyznawcy Boga pokoju, drużbami dziecka mojego.
Spojrzeli po sobie przybyli, uśmiechnął się ochoczo młodszy i rzekł: - Stanie się po woli waszej...
I szli do świronka, w którym pościel dla nich przygotowano.