Z dala na ziemi pół leżała, na pół siedziała baba. Zwano ją wiedźmą, Jaruhą. To ta sama była, która w lesie Dziwie na Kupałę iść odradzała, ale sama śpieszyła i widać było teraz, że nie darmo... Jaruha, która była okolicy i gospodyń postrachem, bo łatwo jej było mleko odjąć, we zbożu węzeł zawiązać, wodę zaczarować, dzieżę zakwasić - miała się dobrze przy Kupale.

Poili ją wszyscy, aby gniewna nie pomściła się urokiem. Siedziała rozmarzona, pijana, wahając się, przechylając, podśpiewując, szepcząc sama do siebie. Zobaczywszy Sambora podniosła rękę i wołać nań poczęła:

- Hej, sam tu, chłopcze, rękę mi daj! Zaraz mi rękę daj!... Nie bój się, nic ci złego nie zrobię... Jeszcze ci mogę lubczyku dać, aby cię dziewczęta kochały... ino mi rękę daj, rękę daj! Bo sama nie wstanę, a muszę iść! Chłopcze... słyszysz! rękę daj lub urok ci rzucę... kark skręcisz do nowego miesiąca... Rękę mi daj!

Sambor się odwrócił, żal mu się starej zrobiło.

- Jaruho! - rzekł - choćbym ci się podnieść pomógł, nie pójdziesz ty o swej sile, a ja cię prowadzić nie mogę, bo mi do chałupy czas.

- Nie mędrkuj, daj ino rękę... Jak wstanę, jak się ustoję, pójdą jeszcze nogi moje... Chłopcze...

  WJJZVKM WJVGGYM WJZKXJM WQKZBQM WQYKZBM