Zmilczał Doman: Mirsz mruczał.
- Zaczepicie licho, gdy Chwosta ruszycie... Niemców i Pomorców na nas sprowadzi.
- Odpędzimy ich!
- Jak wam pola zniszczą, a mnie garnki wytłuką! - zaśmiał się zdun. I głową potrząsając patrzał na jezioro.
Wtem i czółen przybił do brzegu, a przewoźnik pot otarłszy z czoła ręką wody zaczerpnął, napił się i legł odpoczywać. Doman już szedł do łodzi.
- Tak to idziecie do chramu bez obiaty? - spytał Mirsz.
- Chcecie, bym u was misek wziął! - rzekł kmieć.
- Ja tego nie potrzebuję, ale wam by się zdało - bąknął Misz. - Aleć ich nie dajecie darmo?
- Czasem - zawołał stary w ręce klaskając. - Dziś taki dzień, że dam miski, postawicie je przed Niją.
Od pieca ukazał się syn, człek już niemłody. Ruchem rąk, nie mówiąc nic, powiedział mu stary, czego chciał, i siadł znowu, a po chwili wyniósł z szopy syn miseczek kilka drobnych, które oddał Domanowi.
Znano już naówczas u Polan pieniądze, choć ich nie robiono. Z dawna przywozili je i przynosili tu ci, co po bursztyn przypływali i przychodzili, idąc wzdłuż tej ziemi od zachodo-południa. Rzymskie, greckie i arabskie pieniążki krążyły między ludźmi. Z Winedy je też tu przywożono. Doman miał przy sobie kilka takich blaszek srebrnych i chciał z nich dać jedną staremu, ale ten ręką odtrącił.