Sambor przystąpił i oburącz podniósł starowinę. Trzęsła się stojąc, chwiejąc, jak gdyby paść miała, ale utrzymała na nogach. Oczyma zakrwawionymi popatrzała na niego.
- Cóżeś to ty spał tak długo? - zabełkotała.
- Nie spałem, matko! Źli ludzie mnie związali, ledwiem porozrywał pęta... Jaruho! nie stało się co na Kupale?
Starucha popatrzała nań, przekrzywiła usta i rozśmiała się.
- A co się stać miało? To, co się zawsze na Kupałę dzieje. Kupała bóg gorący, dziewcząt dosyć nacałował... a jedną, najkraśniejszą! hę!...
Ręką machnęła i zaśpiewała ze śmiechem:
Przyjechał pan na koniku,
Porwał dziewkę przy gaiku...
Oj, gaju - ty zdradniku...
Oj, byłoż - było krzyku!
Kupało!
- Którą? kto?... - zakrzyczał Sambor. Starucha palcem pogroziła na nosie.
- Ej ty! parobku... parobku!... Tobie się też jej chciało! Gospodarskiej córy. Zerkałeś i ty na nią, ja wszystko wiem... Pyszna była, mądra była, w wianku sobie chodzić chciała... Ano... wianek z wodą płynie... z wodą. Porwali ją... porwali młodą... do komory, do komory wiodą... Cha! Cha! Otóż tobie królowanie dziewicze!...
W ręce plaskać zaczęła, a Sambor załamał swoje... - A bracia! A czeladź! a nasi!...
- Pobili, potłukli, porwali, ponieśli... Albo to na Kupałę nowina! albo to co złego?... Co się młodość ma marnować? Doman, kmieć bogaty... Kobiet ma kilka, a żony żadnej. Ona tam będzie królowała. Oj, Kupała! Kupała! - zaczęła Jaruha śpiewając, zataczając się i w ręce chude poklaskując.