- Postawcie to ode mnie - rzekł i głową skinąwszy siadł w pniu swoim. Szedł tedy do łodzi Doman, a przewoźnik, do pasa nagi, włosem cały obrosły, westchnąwszy ujął za wiosło i począwszy coś półgłosem nucić odbił od brzegu.

W chramie u Nii siedziała przed ogniem Dziwa. Tu, mimo dnia spieki, zewsząd otulonej oponami w kontynie ciemnej chłodno było prawie. Ognisko gorzało tylko, aby Znicz nie wygasał. Dym prosto ponad dach płynął i otworem ulatał.

Na trzech kamieniach siedziały trzy stróżki ognia świętego, dwie uśpione, trzecia czuwająca za nie. Tą trzecią była Dziwa.

Wianek miała na głowie, rozpuszczone kosy, cała w bieli, obwinięta długą chustą białą, wśród tego mroku sama do jakiegoś nieziemskiego zjawiska była podobną. W chramie nie było nikogo.

Światełko ognia odbijało się niekiedy na wiszących u szyi bóstwa łańcuchach i ziarnach bursztynu, na ofiarnych kruszcach u ściany świątyni i w tych strasznych czerwonych oczach, które krwawymi blaski pobłyskiwały niekiedy.

Dziewczyna siedziała nieruchoma i zadumana, gdy zasłona się podniosła powoli - obróciła ku niej oczy, spojrzała, krzyknęła i upadła na ziemię.

U wnijścia stał Doman, którego ona zabiła! Zdało się jej, że wilkołakiem czy upiorem na świat powracał.

  WJKBJKM WQBBPVM WJJJGYM WQVZKKM WQYVJGM