Wnet coś się potoczyło przez podwórce do brzegu, mały człeczek odwiązał czółen-pławiczkę, drobną jak orzechowa łupina, i plusnęło coś a znikło. Znosek z postrzyżoną głową, z wystrzelonym okiem, leżąc w tej łupinie, nie poruszając się prawie, rękami wodę rozgarniał z wolna i płynął. Czółenko posuwało się nie pluszcząc, nie drgając, jakby je spod spodu bogunki na barkach niosły.
Ludzie na wałach pokładali się i patrzą w ciemności. Na wieży straż chodzi i rozgląda się dokoła. Nie widać nic... w górze przebłyskują gwiazdy, u dołu miga jezioro, w głębi lasy stoją czarne i dolina niema. Na niej też leżą mroki, żadnego ogniska, jakby gromady w ziemię gdzie się zapadły.
Człeczek o jednym oku dobił się do brzegu, łupinkę schował w trzciny, wypełzł na ląd i - nie wrócił.
Tak zeszła noc. Brzask na niebie wschodnim, a po ziemi mgły się powlokły - i nic nie widać - ziemia tylko dyszeć się zdaje i poruszać... Mgła opada nad brzegami jeziora i kryje lasy i pola. Patrzą z wałów we mgły i nic nad nie nie widzą.
Za mgłami na wschodzie czerwieni się i złoci, wiatr poszedł po ziemi, miota leżącą na niej zasłoną, drze ją i precz znów rzuca na lasy.
Ludzie patrzą z wałów, mur stoi przed nimi, głowa przy głowie, ramię przy ramieniu - jak piasek u brzegu - tłum... Przodem Myszków gromada konna i kmieca starszyzna