Spojrzała po braciach, którzy zasępieni milczeli, po siostrach, które strwożone oczy sobie rękami pozakrywały. Ludek patrzał na nią.
- Domanowe braty nie darują - rzekł - krew trzeba będzie dać za krew... Dziwa i wszyscy umilkli. Trwała cisza długo.
- Mnie już tu nie być - odezwała się nareszcie dziewczyna patrząc w ziemię - pożegnam ja się z wami i pójdę stąd na zawsze... Jak mnie nie stanie, zemsty za mnie brać nie będą... Pójdę, gdzie oczy poniosą, kędy dola poprowadzi...
Wstała Dziwa, niewiasty wszystkie płakać i jęczeć zaczęły. Żywia objęła ją za szyję i razem weszły do chaty.
Bracia naradzali się cicho, co poczynać mieli. Dziwy długo nie było. Poszła świąteczne potargane zwlec szaty i wianek uwić sobie nowy. W komorze po cichu związała węzełek bielizny na drogę, a Żywia, widząc te przygotowania, na ziemię płacząc legła. Płakały potem cicho, ściskając się obie.
- Żegnaj mi, jedyna, żegnaj, rodzona... - pół śpiewając mówiło dziewczę -żegnaj ty mi na wieki! Ja muszę iść, porzucić wszystko, gdzie oczy i dola niosą. Pójdę na ostrów, na Lednicę, do chramu Nijoły, stanę u ognia świętego, stać będę, aż oczy wypłaczę i zgasną... aż ja żyć albo ogień palić się przestanie.