ROZDZIAŁ 13
Koło dworu Domanowego cicho było i pusto...
Koło dworu Domanowego cicho było i pusto, gdy następnego dnia Myszko przybył na koniu i stanął u wrót.
- Nie ma Domana? - zapytał sługi, który we wrotach stał Milczał parobek.
- Jest pan doma? - powtórzył. Nie było odpowiedzi.
- Cóżeś ty oniemiał? - zawołał po raz trzeci, groźnie już, przybyły kmieć, któremu się czoło pofałdowało.
- Co mam mówić? - nieśmiało począł chłopak. - Doman leży na pościeli raniony; baba mu ranę myje i ziołami zakłada. Dyszy jeszcze... ano, życia mało...
Myszko się rzucił na koniu i skoczył z niego. - Kto go ranił?
Tu znowu zabrakło odpowiedzi; pokraśniał sługa, oczy spuścił, widocznie wstyd mu powiedzieć było. Niepewien nawet był, czy się godzi zdradzać tę tajemnicę, bo dla mężczyzny rana przez dziewkę zadana bezczestną była prawie.
- Nie wiem - rzekł ostrożnie parobczak, chociaż świadkiem był, gdy padał Doman na ziemię.
Myszko się dziwnie nań popatrzał, lecz już nie spytał go więcej i z wolna pociągnął do dworu, do świetlicy.
Ciemno w niej było. Przy ogniu, który się palił maleńki wśród kamieni, skurczona siedziała Jaruha, prażąc coś w garnuszkach i skorupkach i szepcząc po cichu.
W głębi izby, na skórze, leżał blady, z oczyma w słup otwartymi, z usty, których blade wargi były rozwarte, w gorączce, półsenny Doman. Na piersi widać było pokrwawioną koszulę i płachty mokre.