ROZDZIAŁ 17

Gdy czeladź potrutych wiązała...
Gdy czeladź potrutych wiązała, Żuła, który starostą był przy Mściwoju, zawczasu postrzegłszy, co ich czeka, rzucił się na ziemię, podpełznął między krzaki rosnące pod tynem, wsunął się dalej od ciżby, na częstokół wdrapał i przeskoczywszy go wpław począł do brzegu się dobijać. Drużyna, zajęta innymi, nie postrzegła ucieczki, nie posłyszała pluskania po wodzie... Z wieży tylko stojący na niej strzelać zaczęli do płynącego i nawoływać, ale nim się opatrzono w pogoń pójść za nim, już dopadłszy lądu, gdzie się pasły konie, chwycił świerzopę i oklep, rękami ją popędzając, pobiegł w lasy.

Pastuchy za nim pognały, ale go pochwycić nie mogły Żuła nogami i oburącz gnał przestraszone stworzenie, które go jak szalone w zarośla wniosło. Gdy znikł z oczów pogoni, już go w lesie próżno dalej pędzić było. Żuła wprost biegł do grodu Miłosza, chciał choć jego ocalić, można się było bowiem spodziewać teraz, że Pepełek, który Leszka wypuścił tylko, aby stryjów do siebie ściągnąć, nie daruje i ostatnim ze swojego rodu. Po drodze Żuła gnając spotkał w lesie kmieci, obejrzeli się za nim, rzucił im tylko słów kilka...

- Na grodzie Leszków naszych potruto, jeden Miłosz i ślepy syn jego pozostał! Poszła więc wieść szeroko po dworach o tym, co się na zamku stało.

  WQGBJPM WQXJYKM WQQKYKM WQBGBVM WJJXKVM