ROZDZIAŁ 22

Na spustoszonym grodzie...
Na spustoszonym grodzie Chwostkowym zwołano wielki wiec kmieci o następnego miesiąca pełni.

Trzema jednak dniami wprzódy, gdy księżycowej twarzy wiele jeszcze brakowało, by pełna była, starszyzna już się po dworach i zagrodach zbierać, radzić i wadzić zaczęła. Wszystko zapowiadało, że na tym zgliszczu, co tyle okropności widziało, i wiec spokojnie nie przejdzie.

Ścibor, do swoich jadąc, stanął po drodze u Piastunowego dworka, chcąc go też z sobą na naradę powołać.

- Ja się tam wam do niej nie przydam - odpowiedział mu syn Koszyczków - a wolę moje barcie podpatrzyć... Możniejsi niechaj stanowią, jam ubogi człek przodować nie chcę, bo się na siłach nie czuję... Nie nawykłem do tego, a rozkazywać nie umiem, ino pszczołom moim, które słuchają mnie, i czeladzi, która sprzeczna nie jest. Życzę wam tylko, abyście poczynali w dobry czas, a pośpieszali z wyborem wodza... Niemców tylko co nie widać, gdy zwietrzą, że wodza nam braknie... Stójmyż z sobą po bratersku za jedno... Ja, co mi nakażecie, zrobię, a co robić trzeba, to wy lepiej wiecie...

Ścibor mu się uśmiechnął potrząsając głową.

- Waszego to nam bartniczego rozumu potrzeba, miły ojcze - rzekł - bo się u nas nie na pogodę, ale na straszny wicher zanosi. Leszków krwi pomniejszego drobiazgu zostało dużo, a naszych też kmieci, witeziów wiele takich, którzy by radzi na gród się dostać chcieli i kneziować... Nie pójdzie nam łatwo...

  WQZGQPM WJKKVKM WQJQZKM WJQYBPM WQVYJVM