ROZDZIAŁ 28
Gdy się już na wyprawę przeciwko...
Gdy się już na wyprawę przeciwko Pomorcom wybierano, rozproszonego ich niewolnika, w ch zabranego potyczkach, Piastun kazał spędzić do grodu nad Gopło i zamknąć na wieży, bo tam go najłatwiej strzec było. Pilnować jeńców po zagrodach nie bardzo było komu, a trafiało się często, że i w dyby pozabijani na polach się rozkuwali, szli w lasy i przekradali się do swoich, prowadząc ich potem tym bezpieczniej, że tu drogi i osady poznali.
Ludek, Wiszów syn, wysłał też z innymi i Niemca swego, Hengona, którego zabrał był z sobą. Ten, że się tu już dawniej włóczył po zagrodach, znał je dobrze, u Piastuna też bywał; wyprosił u czeladzi, co go prowadziła, żeby mu przed knezia pozwoliła iść wprzódy i do niego przemówić. Strasznie mu się na wieżycę z motłochem iść nie chciało.
Zręczny Niemiec ufał w to, iż językiem i układną postawą wyprosi się u niego. Gdy go skrępowanego przyprowadzono, padł naprzód przed starym na kolana żaląc się, iż mu się tu od wszystkich straszna krzywda działa, że go Pomorcy naprzód spokojnie powracającego zabrali gwałtem z sobą, podejrzewając, że Polanom sprzyja, że potem w ich obozie ujęty został w niewolę i posądzony niewinnie o prowadzenie Pomorców.
- Ja nie wojuję z nikim, niczyim nieprzyjacielem nie jestem - mówił Hengo wielką udając pokorę - żonę miałem z waszego rodu i mowy. Moja sprawa zamiana i zarobek, ludziom służę, wojny się lękam, mienia całego pozbyłem, na żebraka wyszedłem. Litujcie się, panie, nade mną!