ROZDZIAŁ 30
Z dala już widać było...
Z dala już widać było, jak gromady trupy układały stosami i pagórki z nich rosły, które mogiłami pokrywano. Roili się tam ludzie, a choć praca smutną była, śpiewali pieśni, wznosili okrzyki.
- Gdzie odgróżki wasze, o rodzie zbójecki? Gdzie wasze zwycięstwo i łupy a jeńce? Garść ziemi na oczy, oszczep w piersi się tłoczy, to wasza zapłata... Żony stoją w progu, na powrót czekają, wypatrują oczy, wypłaczą źrenice. Wrócą wilkołakami krew ssać ze swych braci.
I sypali, śpiewając, mogiły, mieniając się cały dzień, sypali drugi, sypali trzeci, aż ziemia litościwa wszystkich pokryła. Na stosach poczestnych spalono Polan, których ciała osobno złożono.
Gdy pole oczyszczone zostało, a wiatr odniósł dymy ze zgliszczów, u brzegów jeziora zebrał Piastun wojewodów i starszyznę.
- Gdzie pierwsze zwycięstwo, tam będzie stolica, tam gród... takom rzekł, tak się stanie.
Ano jeszcze nie pora okopy sypać i drzewo zwozić, póki nasi nie powrócą pomstę wziąwszy.
Nie pora okopy sypać i drzewo w zrąb kłaść, dopóki Leszków nie pobierzemy w niewolę, aby nas sąsiadów nie zmawiali.
Niech gromady spoczną, niech dzidy nowe i oszczepy zasmolą... Naszych nie widać od granicy, pójdziemy i my na Pomorze i na Leszki. Wolę kneziowską przyjęto ochotnie, do oszczepów jęli się wszyscy. W chacie Mirszowej, znowu naprędce skleconej z nie dopalonych szczątków, gościł kneź - bartnik u starego zduna.