ROZDZIAŁ 24

Korzystając z uspokojenia Doman...
Korzystając z uspokojenia Doman się do wesela sposobił. Chciał je mieć hucznym i głośnym, stary też zdun, który córkę za bogatego kmiecia wydawał, pragnął pokazać, iż go stało na przyjęcie i uraczenie choćby najliczniejszych gości. Z obu stron przygotowania czyniono wielkie.

Doman naprzód, odziawszy się bogato i czeladź postroiwszy, wędrował od dworu do dworu drużbów sobie na wesele spraszając.

A gdy tak jechał i stanął po drodze przed Wiszów zagrodą, ścisnęło mu się serce - Dziwa przypomniała mimo woli.

Ludka znowu doma nie było, bo zdawszy jeńców za Dobkiem pośpieszył nad granicę, młodszy brat gospodarzył.

U wrót stanąwszy ręce sobie podali.

- Dziewkę sobie biorę - odezwał się do niego Doman - za drużbę was proszę...

- Będę wam chętnym drużbą - odparł chłopak. - Cieszę się, żeście o naszej zapomnieli...

Popatrzał mu się Doman w oczy i rozśmiał niewesoło.

- Nie myślcie - odpowiedział - żem sobie dziewczynę napytał jak wasza... Krasy chciałem, więcej nic... hoża jest i młoda!... Biorę córkę zduna znad jeziora Lednicy... Co mi tam! nie dbam, czy mi co przyniesie!... Oczy jej się śmieją, może i ja poweseleję, bo mi jakoś nieraźno... Weźcie więc konia a gotujcie się do drogi, będziecie mi bratem, niech ludzie wiedzą, że zemsty nie szukam i żeśmy druhami jak dawniej.

  WQGXXXM WQXYQKM WQQPGKM WQPZQXM WJJBVVM