ROZDZIAŁ 25

Na ostrowiu, na Lednicy...
Na ostrowiu, na Lednicy, u brzegu stał mnogi lud patrząc i przysłuchując się w milczeniu.

Od dalekiego lądu wiatr mu przynosił wrzaski i dym, w którym czuć było palące się zagrody, od lądu woda niosła mu trupy, które podpływały do ostrowu, jakby o pogrzeb prosiły.

Płynęły w wiankach zielonych dziewczęta, jak na wesele poubierane, i niewiasty starsze w namitkach białych, które woda porozwiązywała, i dzieci ze ściśniętymi rączkami a straszliwie otwartymi oczkami ślepymi. Mrok padał, na lądzie tylko ognie widać było i dym, który pod wieczór rozścielał się jak chusty sine.

Stali na brzegu wszyscy, z chramu wybiegłszy, i Wizun na kiju sparty, i siwowłosa Nenia, i Dziwa z twarzą bladą, i stróżki od zniczowego ogniska, przy którym jedna ledwie została. Stali milczący, patrzeli a słuchali - i co przypłynął trup, wiatrem gnany do brzegu, to się nachylał ktoś ku niemu, czy swojego nie pozna.

Przyjdą Pomorcy? Napadną święty chram? Rzucić go i uciekać czy pozostać i dać się pozabijać u ognia świętego?

Myśleli tak wszyscy, a nikt powiedzieć i zapytać nie śmiał. Żaden jeszcze z najeźdźców nie ośmielił się nigdy na Lednicę. Niejeden raz ognie widać było i słychać wrzaski - przecież odciągały wrogi, jak przyszły, choć skarby chramu ich nęciły.

  WQKBQQM WQJQZPM WQZKBPM WJQGXBM WQPZGGM