W istocie ta walka, od początku wszechstworzenia trwająca, raczej nosi cechę bratniego rozbratu niż bójki między absolutnie niepogadzalnymi żywioły. Na tym nawet oparta wszechświatów nadzieja, bo inaczej nigdy by światło ostatecznego nie osiągnęło zwycięstwa. Światłu albowiem jedynym zwycięstwem być zdoła nie oddzielenie ciemności od siebie, ale ich przepojenie sobą tak, by same stały się światłem. - Dobre i złe, zanim wydobędą się na jaw, jednako spoczywają w głębiach tejże samej woli stworzonej i wolnej - nie ma między nimi różnicy. Drugie oczewiście nie siłą od pierwszego odmienną, jedno odmiennym tejże samej siły kierunkiem. Nie inna przecież wola złą, jedno ta sama ludzka czy anielska, czy jaka bądź, ależ zawsze ta sama stworzona i wolna, która by mogła być dobrą - przypada zatem zupełnie miarowo do pojęcia o tej walce urzeczywiszczenie się jej widome w dwóch jednoplemiennych narodach. Abel i Kain - jednej matki synami.
A kiedy z głębi woli stworzonej wynijdą na świat zjawisk te bratnie potęgi, po czym, w miarę jak coraz chyżej odbiegają od siebie, najdobitniej je poznasz? - Znarowiony pierwiastek złego im dalej stąpa, choćby i tryumfalnymi pochody przesuwał się przez świat, coraz głębszym upadkiem duchowym naznaczon. Mimo wrzkome pychy cielesnego bytu, odchodzą odeń, i to za własnym jego przystaniem, wolność, szlachetność, oświata, wszelkie pojęcie piękna, wszelkich odwaga poświęceń. Na pierwiastku dobrego wbrew przeciwne znamię leży. Mimo upadek potęgi bytowej, jeśli takowy się zdarza, znać w nim stopniowy wzrost tych władz, postanowień i czynów, które duchowego żywota świętą rzeczywistość stanowią. - Coraz wierzy więcej, spodziewa się więcej i więcej miłuje. W miarę ubytku ziemskich narzędzi wola w nim niebieska się wzmaga i świat swój wydać z siebie wielki, piękny, sprawiedliwy pragnie.