Źle trafił, niestety...

- Oszalałeś, panie święty! - krzyczy prefekt. - Przecie Jasiek ma tylko siostrę.

Wystraszony chłopiec chce już powiedzieć: "Toteż ja jestem siostra"... - ale opamiętywa się i poprzestaje na wymruczeniu czegoś niezrozumiałego.

Ksiądz przez chwilę przypatruje mu się badawczo spod oka - wreszcie ręką machnął - odchodzi.

Sprężycki natychmiast zeskoczył z drzewa, pobiegł do budki ogrodnika, przebrał się i - za bramę. W pośpiechu zapomniał nawet o małgorzatkach, kupionych za oszczędzonego na kajetach trojaka.

Nie tyle trapi go myśl, że mógł być przez księdza prefekta poznanym, ile, że skłamał. Nienawidzi wszelkiego brudu w znaczeniu zarówno fizycznym, jak moralnym.

Jedno tylko ma przed sobą wyjście, iść do księdza, otwarcie wszystko wyznać i prosić o rozgrzeszenie.

Uczynił to zaraz nazajutrz. Poczciwy prefekt, uśmiech powstrzymując, udzielił mu absolucji, przy czym i nauk moralnych nie poskąpił.

- Kto ma odwagę, panie święty, zrobić głupstwo, nie powinien uciekać tchórzliwie przed jego skutkiem. A najlepiej: głupstw nie robić.

Pogłaskał go po głowie i dodał:

- Za karę, rybko, pozwalam ci dziś zjeść tylko pół kwarty gruszek, i to mączystych.

Gdy już chłopiec był na korytarzu, wychylił się za nim i dał mu wielką, soczystą sapieżankę.

  WQZVXKM WQKYKXM WQYQYPM WQPZBKM WJJGZQM