XVI. Mali bohaterowie

A czy odważyłby się który z was pójść w nocy...
- A czy odważyłby się który z was pójść w nocy na cmentarz?...

Chłopcy, srodze zmęczeni "palantem" i "ekstrametą", obsiedli kloce, leżące nad rzeką, oddając się z rozkoszą zasłużonemu wypoczynkowi oraz rozwiązywaniu najzawilszych zagadek filozoficznych i życiowych.

Czapki na tył głowy zesunęli, mundurki porozpinali - co sprzeciwia się wprawdzie przepisom szkolnym, ale jest niezrównanie pomocne na upał i znużenie.

W odpoczywającej i filozofującej gromadce rej wodzą: Kozłowski, Sitkiewicz, Dembowski - oni też głównie podtrzymują zapał dysputy, dostarczając coraz nowego do niej przedmiotu.

Rzucone w ten ul brzęczący zapytanie wywołało ten skutek bezpośredni, że wszyscy naraz zamilkli.

- Na cmentarz?... - odzywa się wreszcie, przeciągając wyrazy, Sitkiewicz. - Żeby mi jeszcze jaki "umarlak" głowę ukręcił? Nie głupim!

- Jest na to sposób... - zauważa nieśmiało Petrykowski, potulny chłopczyna, zdradzający zawsze pociąg do spraw kościelnych i teologicznych. - Trzeba tylko przy wejściu powtórzyć trzykrotnie, raz po raz, jednym tchem i bez najmniejszej omyłki: "A dusze wiernych zmarłych niech odpoczywają w pokoju wiecznym - Amen!..."

- Jednym tchem i bez omyłki? - podrwiwa znów Sitkiewicz. - To tak będzie jak z nieboszczykiem Lutrem, któremu nasi księża kazali odmawiać prędko: "Od powietrza, głodu, ognia i wojny"...

  WJVJJYM WQBXQQM WJQVYZM WQVBQYM WQBQYPM